11 lutego

SPRZEDAJEMY NASZE MIESZKANIE.

Mieszkanie z marzeń.
Kiedy szukaliśmy swojego pierwszego mieszkania, to oglądaliśmy jako pierwsze. Później było jeszcze parę innych, ale docelowo wróciliśmy właśnie do tego. To właśnie w nim gdy stanęłam u progu za pierwszym razem poczułam coś takiego innego, jakieś niesamowite przyciąganie.
Kiedyś sama nie wierzyłam w takie znaki, o których mówili inni, a tu właśnie to poczułam. Nie miałam tak nawet wybierając suknie ślubną! Wiedziałam, że chcę mieszkanie dwupoziomowe, z ładny widokiem, sporym balkonem, taki mini dom. To może głupota ale dziś pisząc tego posta strasznie się wzruszam... Bo tu właśnie rozpoczęliśmy swoje wspólne życie, tu przeżywaliśmy te lepsze i gorsze chwile i tu właśnie włożyliśmy mnóstwo uczucia, aby stworzyć swoje wymarzone mieszkanie. Gdy sobie pomyślę, że być może za jakiś czas wyprowadzimy się stąd to mam łzy w oczach. Kawał naszego życia i naszej historii wiąże się właśnie z tym miejscem.



Kolejne marzenie. 
Pewnie zastanawiasz się teraz, po co je sprzedajemy skoro nie możemy się z nim rozstać... Już Ci piszę. Tak już mam, że przywiązuję się bardzo, a z drugiej strony ciągle potrzebuję nowości, wyzwań, celów, odhaczonych realizacji swoich marzeń. Zdradzę Ci, że własne mieszkanie było na mojej liście jakieś 8 lat temu, a rok później już tu mieszkaliśmy. 
Ale... Był też kolejny punkt, parę pozycji niżej DOM. Był to co prawda plan 10 letni i być może uda nam się go zrealizować przed czasem. Osoby takie jak my, mieszkające pół życia w bloku mam wrażenie, że potrzebują na taką decyzję więcej czasu. No bo tyle głosów dookoła straszy, że dom to same obowiązki, zero przyjemności, a to więcej metrów do sprzątania, trawnik do skoszenia latem, a zimą odśnieżanie, a to coś się popsuje to trzeba brać kredyt, a ogrzewanie to kolejny majątek... Jak się nasłuchałam to mi się odechciało. 
Dodatkowo w moim wypadku zawsze był też inny rodzaj strachu, taki bardziej przyziemny. Wyobraź sobie teraz scenariusz jak filmu, jest ciemno, jesteś sama w domu, wokół las, zero sąsiadów, nagle słyszysz jakby ktoś chodził po tarasie, widzisz cień za oknem... To moja fobia! Dlatego zastanawialiśmy się najpierw nad przeprowadzką ale do szeregówki lub bliźniaka, żeby jacyś sąsiedzi jednak obok nas byli. Oczywiście to ma też swoje minusy, o których również nasłuchaliśmy się od groma! Sytuacja gdy na przykład rozpalasz grilla na rodzinną imprezę, a sąsiad z boku dzwoni na policję, bo jak wiemy takie ogródki w szeregówkach raczej do największych nie należą i każdemu coś może przeszkadzać, nie musi oczywiście, ale może. Wyobraź sobie teraz, że kupujesz swoją wymarzoną, wyśnioną szeregówkę, a trafiają Ci się tacy sąsiedzi... To właśnie uświadomił mi mój Ł. 



Małymi krokami. 
W tym momencie stwierdziłam, że to chyba jednak nie ma sensu, zostajemy u siebie. Ja domu nie chcę, bo się boje, Ł. nie chce szeregówki/bliźniaka, bo za mały ogród i niewiadomo na kogo się trafi za ścianą. Oczywiście tak to już jest, że jak się nie szuka, to nagle samo się znajduje. Tym razem moja mama znalazła nam idealny kompromis- osiedle domów jednorodzinnych. Każde z nas będzie miało to, czego chciało. Jednak najważniejsze w tym wszystkim jest to, że to może być nasz, wolnostojący domek z ogrodem. Taki w sam raz, z działką idealną, miejscem idealnym dla nas! Dopiero gdy znaleźliśmy to miejsce, które jest w stanie zastąpić nam nasze ukochane mieszkanie, wręcz oferuje nam jeszcze więcej stwierdziliśmy, że jesteśmy gotowi by je sprzedać i by cieszyło kolejnego właściciela tak samo jak nas! 



Trochę wspomnień. 
Nasze mieszkanie na przełomie tych 7 lat zmieniało się bardzo, jednak bez wątpienia ostatnie 2 lata były takie najbardziej przełomowe. Na blogu mogliście obserwować każdą naszą zmianę. Przywitałam się z Wami naszym salonem z różowymi akcentami, możecie też zobaczyć w TYM poście stary zestaw blat i stół w ciemnym kolorze. Później zabrałam Was do naszej już byłej sypialni sypialni KLIK. TU czarno-biała odsłona salonu. Pokazałam Wam także swoją łazienkę na górze TUTAJ. Odgrzebałam też dla Was zdjęcia z 2013 roku, gdzie ewidentnie kochaliśmy się w turkusie KLIK. Różnicę między 2013 a 2017 możecie zobaczyć TUTAJ. Toaletą na dole pamiętam, że byliście bardzo zaskoczeni KLIK. Wspólnie budowaliśmy także naszą nową sypialnię KLIK i podziwialiśmy efekt po TU. Kolejną większą metamorfozą było przemalowanie parteru na biało, stworzenie jadalni i ujednolicenie tej przestrzeni TUTAJ. Jednak całość dopełniła nasza nowa kuchnia, której remont przeprowadziliśmy tydzień temu... KLIK
Teraz zapewne pojawia Ci się pytanie, po co ten remont kuchni skoro sprzedajemy mieszkanie? A po to, aby i nam się tu żyło znacznie lepiej, a i nowym, potencjalnym właścicielom również! :) Zanim się wyprowadzimy minie jeszcze trochę czasu, a patrzeć na starą kuchnie już nie mogliśmy... We wszystko co zmieniamy tutaj wkładamy masę serca, więc chciałabym aby nowy nabywca mógł się w pełni cieszyć tym mieszkaniem. Może właśnie Ty szukasz swojego wymarzonego mieszkania? Zapraszam do kontaktu epozarska@gmail.com ♡

Lampa wisząca: BriTop

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Mieszkanie Marzeń , Blogger